IndeksIndeks  CalendarCalendar  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 17 ... 29  Next
AutorWiadomość
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Wto 8 Lis - 9:16:52



Arthur spojrzał na niego z pustym rozbawieniem. Nawet on uznał tę próbę prowokacji za wyjątkowo marną.
— Mógłbym powiedzieć o tobie to samo. Z wyjątkiem tego, że jesteś zabawny. Ty jednak mógłbyś stwierdzić coś takiego tylko wtedy, gdybyś kiedykolwiek postanowił użyć choćby jednego racjonalnego argumentu. – Chociaż zwracał większą uwagę na Alfreda, to raczej okazywał ją na zasadzie zwrócenia uwagi na to, że ktoś inny jest w tym samym pomieszczeniu, co on. Przesuwał po Alfredzie spojrzenie pozbawione zainteresowania i obserwował, jak to zdaje się irytować jego rozmówcę w bliżej nieokreślony, choć widoczny w uśmiechu sposób. Coś w jego zastygłym, szerokim uśmiechu i pośpiesznie rzucanych odzywkach sugerowało, że drażniła go ta konwersacja. Arthur doskonale go w tym rozumiał. Sam miał ochotę wylać wrzątek na twarz Alfreda, zwłaszcza, gdy widział jego jasny, piękny uśmiech.
Od początku go nie znosił.
— Za dużo mówisz – uciął z irytacją Arthur. Zobaczył jednak, jak uśmiech Alfreda zamigotał, a później przez twarz nowego króla przechodzi coś na kształt rezygnacji. Jakby stwierdził, że jednak nie warto. Arthur nie okazał zaskoczenia, ale w duchu niemal mu ulżyło, że obaj są sfrustrowani prowadzeniem rozmów, które prowadzą donikąd.
Chociaż Alfred mógł być po prostu niewyspany.
— Uznajmy, że nie obchodzi mnie, kim jesteś, to właściwie nie jest nawet istotne. Możesz być szaleńcem albo "aż Alfredem" we własnej głowie. Twoje czyny cię zdefiniują – dodał niecierpliwie. Czyny Alfreda zdefiniowały go już dawno temu i nic, co zrobi w przyszłości, tego nie zmieni. Dlatego Arthur nawet nie starał się, żeby to kłamstwo zabrzmiało szczególnie szczerze. Obaj znali część prawdy, Alfred słusznie podejrzewał o wiele więcej, więc na tym etapie Arthur czuł, że nie oszukuje go z konieczności, ale głównie, żeby zrobić mu na złość.
Teraz jednak spojrzał na niego ciężko, z większą powagą, niż zwykle. Rozważył propozycję Alfreda, a później, niespodziewanie, jego twarz rozjaśnił nieco krzywy uśmiech.
— Widzisz, właśnie o tym mówiłem. Racjonalna propozycja, na którą mogę się zgodzić. Szkoda tylko, że dokładnie do tego zmierzałem, więc to właściwie nie jest twój pomysł.
Popatrzył mu krótko w oczy, zrobił krótką pauzę, a później westchnął.
— Dobrze. Urwę zaraz iluzję tego pokoju, a twoim zadaniem będzie sprawić, że pomimo to nic tutaj się nie zmieni. Każda rzecz na stole się liczy. Kolor poduszek też. Nie musisz starać się tego zapamiętać, wspomnienia w twojej głowie zrobią to za ciebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Wto 8 Lis - 10:33:12

- Mówisz tak, jakbyś z góry nie oceniał ludzi, Arthur. A jednak nadal odnosisz się do mnie tak, jak umyśliłeś sobie widzieć mnie na początku – odparł Alfred spokojnie, choć w jego głosie przebrzmiała starannie wystudiowana nuta znużenia.
Alfred pokręcił głową i wyprostował się, nadal siedząc na wychodnych, miękkich poduszkach. Nieistniejących poduszkach, choć w ogóle nie dało się tego odczuć. Deszcz szumiał nad ich głowami, zapach igliwia i słodkiej żywicy mieszał się z rześkością wody. Piękne widoki rozmywały się w strugach deszczu.
Alfred spojrzał na jeden z otworów, dając tym samym do zrozumienia Arthurowi, że nie zamierza ciągnąć tego przekomarzania się. Jakby nie obchodziło go, czy Arthur kiedykolwiek zmieni co do niego stosunek. Rzeczywistość nie była taka piękna, ale Alfred poczuł, że już dość się obnażył jak na dzisiejszy dzień. To wszystko wina zmęczenia, powiedział sobie. Mimo wszystko była to marna wymówka. Zwłaszcza, że obaj z Arthurem na odpoczynek mieli dokładnie tyle samo czasu.
- Trochę jak z podróżą do królestwa, prawda? Zaproponowałem ci to pierwszego dnia, próbowałeś mnie zabić i sam zaproponowałeś to zaledwie kilka godzin temu… - Alfred obrócił głowę w stronę Arthura i uśmiechnął się lekko, kącikami ust. – Patrz jak doskonale się uzupełniamy. Albo czytamy sobie w myślach.
Pozwolił by ślad ironii zabarwił jego słowa. W rzeczywistości nie miał pewności czy takie zachowanie Arthura bardziej go drażni czy rozbraja.
Puchaty, obruszony kot.
Zmarszczył brwi. Pomysł na ćwiczenie wydał mu się naprawdę dobry, ale teraz, gdy zastanowił się nad tym głębiej, poczuł ukłucie niepewności. Rozejrzał się po pomieszczeniu, na które do tej pory nie zwracał większej uwagi. Jak miał je odtworzyć? Czuł, że nawet w pamięci nie zachował zbyt wiele. Głównie jedzenie, ale to na marginesie. Mimo to odetchnął.
- Obawiam się, że nie zwracałem na nie aż takiej uwagi, ale możemy spróbować. Najwyżej wylądujemy, ty swoim szlachetnym, a ja moim, e, bardzo przystojnym tyłkiem na podłodze, tak? – Uśmiechnął się krzywo. – Zaczynajmy!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Wto 8 Lis - 19:19:28

— To nie do końca prawda. – Arthur zmarszczył nieco brwi. – Na samym początku miałem jeszcze wątpliwości na temat twojej inteligencji. Obecnie są rozwiane.
Popatrzył na niego jakby zastanawiał się, czy dodać coś jeszcze, ale uznał, że nie warto. Po co strzępić słowa na oczywistości? Na to, że trudno byłoby zmienić zdanie o kimś, kto zniszczył królestwo, króla i, co ważniejsze, porządnie ułożony plan dnia Arthura. Po tym wszystkim, Alfred powinien błogosławić go za to, że jako-tako współpracują. Czego oczywiście nigdy nie zrobi. Zawsze już będzie niewdzięcznym, głupim chłopcem...
...któremu najwyraźniej zależy na poklasku.
— Fakt, że ośmieliłeś się mi cokolwiek proponować tamtego dnia wciąż jest obrzydliwy. Nie martw się – jego oczy błysnęły chłodno – nie zapomniałem o tym.
Przechylił się i podniósł leżący na stole srebrny dzwoneczek. Kiedy nim poruszył, ten nie wydał żadnego dźwięku, ale niemal w tej samej chwili do jadalni weszły dwie te same służki, ładne, uśmiechnięte, śnieżnobiałe i srebrzystowłose. Niższa z nich zatrzymała się trochę z boku, ta starsza pochyliła się z gracją i dolała do filiżanki Arthura gorącej wody i mleka. Młodsza spojrzała na Alfreda wielkimi, popielatymi oczami i uśmiechnęła się do niego usłużnie, czekając na potencjalny rozkaz. Kiedy wyższa wyprostowała się, obie dygnęły i spróbowały wyjść równie zwiewnie, jak się pojawiły.
— Zostańcie – nakazał im Arthur. Odwróciły się i stanęły, cicho i posłusznie.
On jednak wpatrywał się w Alfreda z irytacją i rozbawieniem jednocześnie.
— Wspomnienia, których używasz na co dzień rzadko są tymi samymi, które naprawdę masz w głowie. Nie mów mi, że nigdy nie nauczyłeś się sięgać do swojego umysłu  – zawiesił głos. – Cóż, przynajmniej teraz nie ma niczego dziwnego w tym, że zdajesz się być takim bałaganem.
W tym momencie nie ukrywał nawet satysfakcji, którą czerpał z tego, że wyłapał u Alfreda tak oczywistą słabość. Wstał jednak, wyprostował się i podszedł do służek. Wyższa z nich była jego wzrostu, niższa sięgała mu do podbródka. Obszedł je nieśpiesznie, oglądając je z każdej strony.
— Podstawą podstaw jest to, że tak naprawdę doskonale pamiętamy wszystko, co widzieliśmy w życiu od czasów dzieciństwa. Pamięć jest studnią, do której wpadają monety. Im starsze wspomnienie, tym głębiej zakopane, im młodsze, tym wyraźniej dostrzegasz jego blask w ciemności. Mag nie powinien mieć trudności z sięgnięciem w otchłań i wyciągnięciem z niej dowolnej monety, choć najwyraźniej, ty byłeś zbyt zajęty dbaniem o swój tyłek i knuciem przeciwko porządkowi świata, żeby odebrać pełnoprawną edukację.
Zatrzymał się przy służkach i spojrzał z namysłem w śliczną twarz młodszej z nich. Obie dziewczęta pachniały delikatnie, jak wrzosu i bergamotki. Arthur przesunął palcem po wzdłuż kości policzkowej młodszej i zatrzymał palce na jej podbródku. Pokierował nim tak, żeby dziewczyna spojrzała mu w twarz, co też zrobiła z pogodnym spokojem i pewnością. Arthur uśmiechnął się z zadowoleniem, a później odwrócił od niej i znowu skupił się na Alfredzie.
Odeszły cicho, jakby podświadomie rozumiejąc, że nie są dłużej do niczego potrzebne.
— Nadal nie wiesz, która była prawdziwa?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Sro 9 Lis - 0:36:17


"Bitch, I'm fabulous."
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Sro 9 Lis - 10:54:53

Alfred roześmiał się. Mimo irytacji i ciężko ukrywanej złości, uznał słowa Arthura za zabawne. I to całkiem szczerze.
- Cieszę się, że przynajmniej w jednej kwestii rozwiałem twoje wątpliwości.
Alfred sięgnął po kolejną wiśnię, którą zjadł ze smakiem. Kwaśny sok dojrzałego owocu podrażnił mu podniebienie, słodycz miodu rozpuściła się na języku. Alfred przesunął spojrzeniem po Arthurze i uśmiechnął z cieniem rozbawiony iskierek w oczach.
- Och, przesadzasz. Po prostu nie zamierzałem udawać i bawić się w konwenanse – stwierdził lekko. – Zresztą i tak współpracujemy, a ja chciałem po prostu ominąć ten kawałek ze wzajemnym mordowaniem się w międzyczasie. No cóż. Nie wyszło. – Wzruszył ramionami.
Srebrny dźwięk dzwoneczka rozbrzmiał w ciszy, która zapadła po jego słowach. Do pomieszczenia ponownie wkroczyły dwie służki. Tym razem Alfred, pamiętając o wcześniejszych słowach Arthura, poświęcił im nieco więcej uwagi, choć ta naprawdę szybko lubiła zmieniać obiekty, na których się skupiała. Najpierw przyjrzał się starszej, jej długim nogom, białym palcom, potem skierował wzrok na młodszą. Odpowiedział jej delikatnym uśmiechem. Miała oczy barwy nocnej mgły i wyglądała naprawdę ładnie, choć Alfred nigdy nie odczuwał zainteresowania kobietami.
- Och, Gilbert mnie tego uczył. Próbował? To akurat pamiętam. Po prostu nie jestem najbardziej cierpliwym uczniem. – Uśmiechnął się szeroko, nie zrażony słowami Arthura.
Wiedział, że mógł się teraz przed nim obnażać, więc musiał część sytuacji przekręcić na swoją stronę. Mógł albo pójść w zaparte, że jednak umie to wszystko, ale to było idiotycznym pomysłem. Obecnie wolał zasugerować Arthurowi, że umie nawet mniej niż w rzeczywistości. Cień elementu zaskoczenia odpowiadał mu znacznie bardziej.
Alfred uśmiechnął się przekornie, mrużąc oczy.
- Więc przyznajesz, że mam ładny tyłek! – oznajmił głośno i bez cienia krępacji.
Nawet jeśli Arthur był ironiczny, Alfred bezczelnie to zignorował.
Alfred rozparł się wygodnie, rozluźniając mięśnie. Sięgnął po kolejną wiśnię. Odetchnął.
- Przypuszczam, że żadna. Nie było ich tu poprzednim razem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Sro 9 Lis - 15:00:04


Śmiech Alfreda zmieszał się z szumem widmowego deszczu. Arthur wyobraził sobie dzień, w którym uda mu się sprawić, że radość ugrzęźnie w tym ładnym gardle, być może przekształcając się w głuchy charkot i plucie krwią. Popatrzył na Alfreda zaskakująco łagodnie. W rok odkryje sposób, by zadać mu taki ból, by długowieczność królów Pik stała się najgorszym z przekleństw...
Nagle tatuaż na plecach zapiekł go ostrzegawczo, pod jego skórą poruszyły się niewidzialne sploty zaklęcia, a okropne uczucia bycia związanym niezłamaną przysięgą uderzyło go z nową siłą. Arthur wyprostował się, odwrócił od Alfreda i i odprowadził wzrokiem umykające z sali widokowej służki. Poczuł, że ma dość tego głupiego chłopaka, niewiele starszego od Nolani, a nieskończenie bardziej silnego, denerwującego i aroganckiego. Ma dość jego niebieskich oczu i bezczelnego uśmiechu, jasnych włosów, tego, co mówił i jak to mówił. Jeśli nie zabić, to chociaż go skrzywdzić, chociaż go złamać, chociaż zetrzeć mu ten głupi, pewny siebie uśmieszek z ust i przerwać passę jego nieskończonych sukcesów.
— Jakie znaczenie ma to, co sądzę o układzie skóry i mięsa pod twoją kością ogonową? – zapytał z niesmakiem. – Jeśli chcesz z kimś podyskutować o swoim ciele i posłuchać komplementów, znajdź sobie nałożnicę, bo to nie pierwszy raz, kiedy męczysz moje uszy głupotami.
Przeszedł jeszcze parę kroków, a później odwrócił się nagle i spojrzał na Alfreda wyzywająco. Wykrzywił twarz, ale nie było w tym ani cienia zażenowania z tematu ich rozmowy. Tylko słabeusza musieli mówić rzeczy w stylu "masz pojęcia, z kim rozmawiasz?", ale teraz naprawdę szczerze zastanawiał się, czy Alfred ma pojęcia. Był młody, nawet bardzo młody w wielu oczach, a jednak posiadał wszystkie szkoły magii w królestwie Pik i był niedoszłą królową – a żadna z tych rzeczy nie udałaby mu się, gdyby był tylko nazwiskiem. Uchodził za jednego z najlepszych magów królestwa. A jednak Alfred z uśmiechem traktował go jak jakiegoś pomniejszego urzędnika, który zwyczajnie nie ma innego wyboru, niż być tutaj i wysłuchiwać jego głupich żartów z podtekstem – tyle, że to jednocześnie wcale nie był podtekst, bo, gdyby Alfred faktycznie był zainteresowany sprawami cielesnymi, to poświęciłby dziewczętom coś więcej niż dwa wymuszone spojrzenia.
Gdyby był kimkolwiek innym, Arthur nie musiałby gotować się we własnym jadowitym sosie. Już dawno by coś zrobił, ale od dziś był nawet bardziej związany z Alfredem niż do tej pory.
— Widzisz? – uśmiechnął się z pogardą. – Nawet nie potrafisz patrzeć, Alfred. Najwidoczniej poderżnięcie nieprzygotowanemu człowiekowi gardła od tyłu nie było na tyle ciężkie do zrealizowania, żeby tylko ktoś wyjątkowy mógł temu podołać.
Popatrzył na nieco ciemnym wzrokiem.
— Pokaż mi, co potrafisz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Sro 9 Lis - 17:05:24

Alfred uważał, że spore. Przynajmniej pomiędzy nimi. Co reszta sądziła o jego kości ogonowej pokrytej mięśniami było miłe, ale nieznaczne. To na opinii Arthura mu zależało. Nie powiedział jednak tego głośno. Uśmiechnął się tylko połowicznie jak pewny siebie, przekonany o własnej doskonałości, bezczelny drań. Czyli tak jak przez większość czasu. Oczyma śledził Arthura, leniwie podgryzając wiśnię.
- Nie muszę, przecież wiem aż za dobrze, że tak jest – odparł Alfred i cmoknął wymownie.
Roześmiał się perliście.
Domyślał się, że irytacja Arthura wzrasta. Nie o to mu chodziło, ale cóż. Nawet on nie mógł walczyć z faktem, że Arthur był w takich chwilach rozczulający. Gdy rzucał gromy oczyma, gdy krzywił się i całe jego ciało zdawało się mówić Alfredowi, jaki to jest obrzydliwy. Oczywiście, że chciał przy tym czegoś więcej, ale wiele myśli mieszało mu się ze sobą. Zastanowiło go jakby to było, poczuć usta Arthura na swoich wargach.
(Pewnie po chwili smakowałby swoją krew. Szczegół.)
Przecież mówił Arthurowi, że był Alfredem. Czekał, aż Arthur w końcu to przyzna.
(Pewnie nie nastąpi to nigdy.)
- Skoro przeoczyłeś tak prostą rzecz, musi to naprawdę źle świadczyć także i o tobie – odparł Alfred niezrażony. Za każdym razem gdy Arthur wywlekał sprawę objęcia przez Alfreda władzy, Alfred mógł skontrować faktem, że Arthurowi i tak nie udało się go powstrzymać.
I co teraz? Cóż. Spojrzenie Arthura nie zabijało, choć Alfred nie wątpił, że było tego bliskie.
- Więc nie zgadłem? Ciekawe. Wróżki, dziwne dziewczyny, które raz są a raz ich nie ma… - Alfred przekrzywił głowę, ale Arthur wrócił już do podstawowego zadania, jakie postawił przed Alfredem.
Młody władca zacisnął usta i odetchnął głęboko. Pod wymiętym płaszczem widocznie uniosła się i opadła jego klatka piersiowa. Alfred przymknął oczy. Wiedział, że to w niczym nie pomoże, nie przypomni sobie teraz niczego istotnego. Resztę może zrobić magią. Więc skupił się na niej. Sięgnął w głąb umysłu, tak, jak uczył go Gilbert, choć już teraz łapał się na tym, że zamiast pustego umysłu napotkał setki myśli. W ciszy i ciemności przychodziły mu na myśl najgłupsze rzeczy. Że powinien się umyć. Chyba pachnie potem. Arthur ma ładny tors. Znaczy. Te dziewczyny… To też magiczne istoty? Arthur ma do nich słabość. Zabawne. Gilbert teraz już dawno uderzyłby go w głowę, zawsze wiedział, gdy Alfredowi uciekają myśli. Ale nie żyje. Och, tak. Zabił go Arthur. To ładne miejsce. Trzeba kiedyś odwiedzić faktyczną siedzibę Arthura. A gdyby tak…
Alfred pokręcił gwałtownie głową. Kolejny wdech i wydech. Musi teraz, jak najszybciej.
- Zdejmij swoją iluzję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Sro 9 Lis - 22:01:03

Arthur uśmiechnął się z tryumfem, jakby Alfred popełnił właśnie jakiś obrzydliwie oczywisty błąd, który z miejsca dyskwalifikował go z rozmowy.
— Może moglibyśmy o tym dyskutować, gdybyś przezornie nie zaczął buntu w chwili, gdy od dwóch dni leżałem pogrążony w śnie przed ceremonią. Zrobiłeś to celowo, bo wiedziałeś, że w momencie, w którym zostanę królową, zabicie króla stanie się prawie niemożliwe – wytknął mu pod koniec z zimną, lodowatą pewnością człowieka, który zgniata pod podeszwami argumenty przeciwnika. Alfred przyznał, że go docenia, więc tym jaśniejsze było to, że atak na pałac musiał odbyć się, zanim Arthur zostanie królową Pik. Moment, gdy leżał pogrążony w magicznym śnie był ostatnim dzwonkiem, jedyną i idealną okazją, by posunąć się do próby królobójstwa. Jednocześnie właśnie wtedy Astrę i pałac otworzono dla większej ilości przebywszy niż normalnie. Gdyby Arthur miał przeprowadzać atak, zrobiłby to dokładnie w tym samym momencie i podobny sposób. Tylko, że lepiej, bezbłędnie. Wykluczyłby jakąkolwiek możliwość pomyłek.
— Kto powiedział, że ich nie ma? Do niedawna wszyscy mieszkańcy byli uśpieni, a moi ludzie i służba odcięci ode mnie. Teraz mój status jest prawie unormowany. – Mimo to Arthur, który rzadko kiedy pojawiał się publicznie samotnie bez sługi i towarzysza, ostatnio wiele przebywał w samotności. Uważał, że to rozsądne. Większość swoich zaufanych ludzi odesłał z różnymi zadaniami, od zbierania informacji, przez kontakty z innymi, po różne inne, delikatniejsze kwestie. Oczywiście, wszyscy utknęli w Astrze, dopóki Alfred nie otworzy drogi wyjścia. Tymczasem Arthur mógł grać rolę odizolowanego, samotnego pół więźnia, przy którym została tylko drobna garstka najwierniejszych sług. Same plusy przy niewielu minusach.
Zamilkł na chwilę, przyglądając się temu, jak Alfred, mimo ich ciągłej rozmowy, próbuje się skupić na zadaniu, które zaraz miał wykonać. Cóż, mieli ćwiczyć magię, a jednak... Naprawdę zbyt ciężko było oddać temu idiocie ostatnie słowo. Coś w skali jego pomyłek i w sposobie, w jaki postrzegał sytuację sprawiało, że Arthur nie mógł mu popuścić ani wybaczyć. Chciał go kiedyś zobaczyć pokonanego. Słabego, bez uśmiechu. I u swoich stóp.
"Nie mów mi, co mam robić" pomyślał odruchowo. Nawet, kiedy chodziło o tak głupią rzecz, nie chciał od razu posłuchać Alfreda. Zamiast tego milczał przez sekundą, krótko, ale zauważalnie. Niczego nie zrobił. Postanowił, że nie będzie dla Alfreda łagodny i rzuci go od razu na łagodną wodę: mógłby w końcu usuwać iluzję warstwa po warstwie, sprawić, że Alfred będzie to czuł i rozumiał. Mógł mu też wszystko wytłumaczyć i nauczyć od podstaw.
— Skup się – rzucił nagle, widząc, w jak oczywisty sposób Alfred myśli o czymś innym niż wspomnieniu pokoju. – Pamiętaj, że nie mamy wiele czasu na twoje porażki.
Ale po co, skoro mógł rzucić mu wyzwanie? Jeszcze chwila, żeby nie wiedział, kiedy dokładnie coś się wydarzy i... Teraz.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Czw 10 Lis - 1:16:20

Alfred roześmiał się gładko.
- Oczywiście, że zrobiłem to celowo! – przyznał spokojnie, patrząc w oczy Arthura. Niewiele zrobił sobie w tej chwili z jego tonu i spojrzenia, choć mogło ono go zapiec. Nie lubił, gdy Arthur patrzył na niego z góry, a z drugiej strony uważał to za naczelną cechę Arthura. Ciężko było wyobrazić sobie Arthura, który patrzy na niego jak równego sobie, a jednak Alfred paradoksalnie do tego dążył. Teraz jednak z rozbawieniem przyjął zarzut Arthura.
- A ty zrobiłbyś to samo. Poza tym naprawdę nie wyobrażałem sobie ciebie z tym starym, nudnym gościem. Czy możesz mnie winić? – Alfred zrobił coś, co można było nazwać niewinną miną. Pasowała do jego dużych, jasnych oczu, złotych włosów i perfekcyjnej, młodej twarzy. Och, tak. Alfred miał twarz stworzoną do oszukiwania ludzi, a Arthur do dawania znać, że jest kimś ponad zwykłymi śmiertelnikami.
- Nadal dałeś się podejść. I ty, i król, i wszyscy. – Podsumował, rozkładając ręce. Takie były fakty. Można było mu zarzucać, że wykorzystał moment, ale przecież ten moment został dla niego stworzony. I składał się z wielu elementów a nie tylko jednej ceremonii.
 - Więc obie są realne? – Alfred uniósł powątpiewająco brwi. – To był ten haczyk?
Zlustrował wzrokiem Arthura, zastanawiając się nad odpowiedzią. Arthur nie kwapił się, by j dać i widocznie chełpił się nieświadomością Alfreda. To tylko utwierdzało go w przekonaniu, że nawet jeśli obie dziewczyny były prawdziwe, coś musiało stać za ich istnieniem. Coś magicznego, nierealnego. Coś, co w ogóle sprawiło, że Arthur spytał o to tak nagle i na dodatek prezentując mu obie damy. Dlaczego…? Trochę przypominało to zabawę, ale Arthur nie ryzykowałby, tu nie chodziło o coś tak prostego. Hm.
Alfred zmarszczył brwi.
- A twoja luba? Jej także tu nie widziałem – zauważył mimochodem, zerkając na Arthura spod półprzymkniętych powiek.
- Przecież próbuję – parsknął, otwierając jedno oko i łypiąc nim na Arthura. – Po prostu to nudne. – Westchnął teatralnie i znowu zamknął oczy. Na moment.
Potem otworzył je, oczekując, kiedy to wszystko nastąpi. W którym momencie odkryje, że musi postawić świat na nowo?
Na całe szczęście w sali nie pojawiło się łóżko. To był już jakiś plus. Zamiast tego poduszki rozdęły się, miękkie, obszyte purpurową tkaniną z pobrzękującymi koralikami. Niski stół na masywnych nóżkach pozostał bez zmian, ale z potraw na nim ostały się tylko te, które od samego początku były realne. Dzban mleka zmienił się w dzban pełen parującej, aromatycznej kawy. Pojawiły się kanapki z kurczakiem, solidnie wysmażone steki i przepiórcza jajecznica. I ananas. Alfred nie miał pewności, czemu ananas.
Prócz tego za wysokimi otworami rozpogodziło się. Ciepłe promienie słońca wpadły do środka. Zapach igliwia zmieszał się z morską wonią, której wcześniej nie było czuć. Słony zapach nie dominował, a jednak jego nuta drażniła zmysły, nie zgadzając się z widokiem zalesionych, wysokich i ostrych jak zęby szczytów. Poza tym gdzieś po lewej w doniczce tkwił kaktus.
Zdarza się.
Alfred zamrugał i zacisnął usta.
- No cóż. Poduszki nadal są, nie? To już jakiś sukces!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Czw 10 Lis - 16:23:04

— Naprawdę powinieneś nauczyć się mniej ufać własnym zmysłom. Otacza nas czysta magia i wyimaginowana przestrzeń, a ty wciąż wierzysz w to, że jeśli czegoś nie widzisz, to tego nie ma – zaszydził Arthur. – Na przykład ludzie. Albo konwenanse.
Odstąpił o krok, a później wypowiedział w myślach rozkazy, po których zaklęcia zaczęły się rozplatać, a iluzja rozpływać; przypominało to nagłe odetchnięcie po długim wstrzymywaniu oddechu. Pusta, ukradziona przestrzeń w ułamku sekundy wypełniła się po brzegi królewską magią, potężną, niepowstrzymaną i wszechobecną. Arthur zdążył jedynie odczuć, jak niewiele liczy się w obliczu takiej siły. Mógł uważać się za potężnego, ale przy tym, co posiadał Alfred, był jak dziecko wymachujące wymyślonym mieczem w porównaniu do barbarzyńskiego wojownika.
Ale przynajmniej on kontrolował swoje fantazje. Czuł za to wyraźnie, że jego barbarzyńca jedzie na dzikim rumaku, z bronią, której nigdy wcześniej nie obsługiwał i próbuje walczyć ogniem ze smokami. Nosił też za magiczna zbroję, która kontrolowała jego ruchy, ale on o tym nie wiedział.
Arthur skrzywił się mimowolnie, gdy jego magia rozwiała się jak zdmuchnięty ognik – na chwilę przed tym, jak pomieszczenie zalała olbrzymia fala wody. Wystarczyło mrugnąć i już byli obaj zatopieni w wizji Alfreda, w jego magii, jego Astrze. Arthur odetchnął i rozejrzał się wokół. Obejrzał wszystko, łącznie z kaktusem. Wszystko w pokoju zmieniało formę i szczegóły w jakiś sposób, ale przynajmniej – było względnie prawdziwe dla rozciągliwej definicji prawdziwości. Nawet najgorsza wizja stworzona przez Króla Pik była lepsza od wszystkich kunsztownych iluzji, które Arthur snuł dokładnie i starannie. Ta jedna rzecz sprawiła, że jego wnętrze skręciło się z zawiści. Zacisnął mocniej wargi i skrzywił się.
— Pytanie brzmi, czy w ogóle próbowałeś. Zrobiłeś coś, Alfred? Bo jeśli tak, to nie widzę żadnego efektu – zganił go oschle i odwrócił się, by posłać mu rozdrażnione spojrzenie: takie, jakby uważał, że Alfred właśnie marnuje jego czas.
Problem polegał na tym, zrozumiał, że było na odwrót. Nie chciał nauczyć Alfreda niczego. Nie chciał, żeby stał się lepszy niż teraz. Tylko, że już obiecał i teraz nie mógł się wycofać.
— Nawet, jeśli nie potrafisz korzystać z własnych wspomnień, to mogłeś chociaż zapamiętać formę przestrzeni. To było najprostsze. Teraz jest tutaj morze zamiast gór.
Podszedł do niego w paru stanowczych, długich krokach. Ktokolwiek inny pewnie słusznie by się zaniepokoił, widząc, jak Arthur Kirkland zbliża się do niego z tak lodowatą pewnością.
Zatrzymał się jednak, zanim wkroczył w jego osobistą przestrzeń. Wciąż był jednak blisko, wyprostowany, zimny i zły.
— Nie rozumiesz? Nie chodzi o to, żebyś naśladował cokolwiek. Chodzi o to, żebyś potrafił zmusić tę moc do naśladowania czegoś. Spróbuj od początku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Czw 10 Lis - 22:47:24

Alfred spodziewał się, że nie wyjdzie mu od razu, ale było to irytujące uczucie. Skrzywił się w głębi ducha, na zewnątrz starając się nie dawać żadnej satysfakcji Arthurowi, choć wiedział, że wystarczy mu samo to niepowodzenie. Nie zdziwiła go ostra krytyka. Zresztą przywykł do podobnych, brutalnych słów, które bez opamiętania serwował mu Gilbert. Dla Beilschmidta nie istniały półśrodki. Albo coś ci wychodziło, albo byłeś skończonym kretynem. Trochę inaczej było jednak, gdy słyszało się to z ust osoby, której Alfred desperacko starał się zaimponować. Alfred zmrużył oczy.
- Za bardzo przejmujesz się tym ananasem. A kaktus dopełnia to miejsce – stwierdził niedbale i perfidnie, choć gdyby Arthur przyjrzał mu się bliżej, zapewne zauważyłby, że Alfred zmienił nieco pozycję i znowu siedział sztywniej, jakby napiął swoje mięsnie, gotując się do obrony i ataku.
Alfred mimo wszystko nie lubił gdy mu nie wychodziło. Zwłaszcza, że przywykł do zmieniania rzeczy w złoto samym dotykiem.
(Metaforycznie. Obecnie nawet całkiem realnie, szkopuł.)
Poruszył się niespokojnie.
- Pamiętałem, że były tu góry! – Prychnął. – Po prostu uciekły mi myśli. Przeszły po skojarzeniach w inne rejony… - Pokręcił głową. – To tylko wypadek przy pracy. – Machnął niedbale ręką, choć chyba uspokajał przede wszystkim sam siebie.
Z perspektywy obserwatora mogło jednak wyglądać na to, że bagatelizuje problem.
Oczywiście nie zaniepokoił się Arthurem. W cierpkim milczeniu wytrzymał jego zbliżanie się, kroki, spojrzenie – lodowate jak sople i równie ostre. Odetchnął i przewrócił oczyma, czując na sobie nieprzyjemną presję, wzbudzającą uśpione pokłady irytacji. Skrzywił się.
- Rozumiem, rozumiem!
(Nie rozumiał.)
- Dobrze, ale znowu stworzysz bazę, czy mam to naprawić…? – Zmarszczył brwi. Podniósł się powoli i przeciągnął jak kot. Przespacerował się przez kamienną salę i wreszcie przysiadł na murku wypustki przy jednym z otworów. Odetchnął bryzą. Morze miało barwę igieł wysokiego lasu. Alfred zmarszczył brwi.
- Hej, Arthur, nienawidzisz mnie, prawda? Tak delikatnie mówiąc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Pią 11 Lis - 9:00:34


Odpowiedź nie była aż tak kpiąca jak normalnie, po czym Arthur poznał, że do Alfreda przynajmniej w minimalnym stopniu dotarło, jak koszmarnie wyszła mu próba. Nie poprawiło to zbytnio sytuacji. Wciąż wyglądało na to, że czeka ich praca, dużo pracy. A Arthur, chociaż kontrolował całą edukację w królestwie Pik, nie uważał siebie za utalentowanego nauczyciela. Miał nawet w głowie nazwiska, które poradziłyby sobie lepiej niż on w wyszkoleniu Alfreda w kontroli królewskiej magii, ale nie miał zamiaru korzystać z tych informacji. Wolał kontrolować sytuację samemu, widzieć postępy Alfreda i manipulować nimi w ramach możliwości. Jak zawsze nie zamierzał poświęcać zadań nikomu innemu, dopóki mógł wykonać je sam. Lepiej i pewniej.
— Miejsce, które ma tak mało wspólnego z tym, co miałeś stworzyć, że nie jestem w stanie stwierdzić, czy próbujesz ze mnie zaszydzić, czy po prostu nie potrafisz – stwierdził bez śladu humoru. Był tym szczerze zirytowany; do tej pory ludzie przebywający w jego towarzystwie mieli przynajmniej na tyle przyzwoitości, by wstydzić się swoich braków. A Alfred wciąż próbował uśmiechać się, jak gdyby nigdy nic.
Oczywiście, myślał dalej Arthur, magia królewska była najpotężniejsza i najtrudniejsza do opanowania. Przywykała do właściciela z czasem i wtedy stawała się bardziej posłuszna. Przekształcała swoją naturę w minimalny sposób w porównaniu z innymi rodzajami magii, ale były to zmiany zauważalne. Alfred wciąż korzystał więc z magii naznaczonej charakterem poprzedniego władcy i pewnie dlatego było mu trudno. Ale, cóż.
Nie musiał wiedzieć, że to nie do końca jego wina.
— Nie tłumacz się przed nikim – rzucił nieco ostrzej niż do tej pory. Sam się skrzywił, a, gdy doszło do niego, że zabrzmiało to, jakby próbował Alfreda pocieszyć, dodał: – Tłumaczenia są bezużyteczne i nikogo nie obchodzą. To efekty się liczą. Spróbuj jeszcze raz.
Poruszył się, a później zawiesił wzrok na Alfredzie. Obserwował jego gesty, jego twarz i ruchy mięśni pod jasną skórą. Zamyślił się na moment. Jego myśli uciekły w stronę spraw czysto technicznych, pozbawionych nawet uczuć w stosunku do kogokolwiek. Arthur szukał rozwiązania, a kiedy to robił, inne rzeczy przestawały mieć znaczenie.
Z rozmyślań wyrwał go dopiero Alfred i jego głupie pytanie.
— ...wszystkie detale masz w głowie – odparł. – Musisz tylko po nie sięgnąć. Gdybym musiał stworzyć od początku bazę, musiałbym na powrót wyrwać kawałek Astry królewskiej magii. To zajęłoby mi za dużo czasu.
Innymi słowy, byłoby wyczerpujące w stosunku do tego, że zaraz i tak wszystko zalałaby magia Alfreda. Arthur odetchnął, otworzył usta, żeby dodać coś nowego, ale wtedy zastanowiło go zamyślone spojrzenie Alfreda, a następnie – uderzyło go następne pytanie. Jeszcze głupsze, niż poprzednio.
— O co ci chodzi? – zapytał Arthur niemal neutralnie. Uznał, że odpowiadanie na pytanie mija się z celem: nie lubił marnować słów na oczywistości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Pią 11 Lis - 9:53:46

- Daj spokój, nie musisz we wszystkim dopatrywać się ataku na swoje jestestwo – parsknął Alfred, machając niedbale dłonią. – Zarys pozostał ten sam, po prostu wypełniłem go innymi barwami.
Odwrócił wzrok i zacmokał z dezaprobatą. Może faktycznie ten kaktus był tu nieco niepotrzebny. Na stole prezentowało się jedzenie, na które on sam miał ochotę. Za oknem był widok, za którym tęsknił. A ananas był ananasem. Nie podobało mu się coś innego niż Arthurowi. Arthur był rozdrażniony poziomem niewypału, Alfred zaś faktem, że drobne szkopuły za bardzo go uzewnętrzniały. Mogło być gorzej, ale skąd miał mieć pewność, że następnym razem tak właśnie nie będzie?
Odetchnął.
- Dobrze… - zaczął powoli, jakby z namysłem. – Co? Ach. No tak, to brzmi bardziej jak ty. – Alfred uśmiechnął się z roztargnieniem. – Ale masz rację, lepiej po prostu to powtórzyć. Muszę się tego nauczyć, prawda? – spytał retorycznie, wstając.
Rozprostował nogi, naciągnął mięśnie. Przespacerował się, przywracając krążenie. W rzeczywistości po prostu nie umiał usiedzieć na miejscu. Był zniecierpliwiony, rozdrażniony i zamyślony równocześnie. Często tak miał.
- Rozumiem, rozumiem – odparł bardziej w stronę iluzorycznej przestrzeni za iluzorycznym otworem, aniżeli do Arthura. Słyszał go kątem świadomości, rejestrował jego słowa, pamiętał je i rozumiał, ale myśli kłębiły się nad nim jak ciemna, burzowa chmura.
Jakikolwiek sens miało pytanie, jakie zadał w następnej chwili, dla Alfreda on istniał i był ważny. To, czy Arthur go zrozumie, zaakceptuje czy wyśmieje, nie miało teraz znaczenia.
Alfred uśmiechnął się.
- O co? To dobre pytanie! – Odwrócił się całym ciałem w stronę Arthura i klasnął w dłonie. Przysiadł we wnęce i wyszczerzył się, jakby Arthur wreszcie powiedział coś, na co Alfred czekał od dawna.
Tak, czasami i sam Alfred nie miał pojęcia, co do cholery robi.
- Po prostu chciałem się dowiedzieć. Może upewnić. Drażnię cię, prawda? Denerwuję. Irytuję. Obrażam samym istnieniem, tak? – upewnił się bardzo, ale to bardzo entuzjastycznie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Pią 11 Lis - 15:16:21

— Nie to miałeś zrobić – odparł Arthur, ignorując osobisty przytyk. Rozejrzał się jeszcze raz, chociaż nie potrzebował do tego, by dojść do wniosku, że Alfred zbytnio się nie postarał. Podobne ornamenty i roślinność pasujące bardziej do Karo niż Pików, słony zapach ciepłego morza i wilgoć nie miały nic wspólnego z górską jadalnią jego posiadłości. Zgadzał się głównie stół, ale nawet na nim pyszniło się teraz dużo iluzorycznych potraw.
Nawet Król Pik nie potrafił stworzyć prawdziwego jedzenia. Mógł stworzyć dokładną kopię, mógł nawet sprawić, że będzie sycąca; ale nie różniło się to niczym od zjedzenia powietrza.
— Na początku musisz się skupić, uczyć i traktować to poważnie – zgodził się tonem kogoś stawiającego wrogowi ostatecznie ultimatum. Później nawet chciał znowu przejść do rzeczy, ale Alfred wpadł mu w słowo: mówił szybko, często i nie czekał na swoją kolej. Był zupełnie jak rozkapryszone dziecko. Nawet, gdy tak rozsiadł się w kamiennej wnęce, przypominał kogoś znacznie młodszego niż... Właściwie ile miał lat? Dwadzieścia parę? Trudno było powiedzieć; mogło się okazać, że był znacznie starszy. Magia znała wiele sposobów, żeby spowalniać starzenie się ciała, a Astra miała na tym punkcie szczególną obsesję. Alfred mógł być starszy, niż wyglądał, mógł być mądrzejszy albo znacznie głupszy; mógł być szlachetniejszy albo bardziej szalony, mógł być, cholera, kimkolwiek. Arthura po raz kolejny uderzyło, jak niewiele pewnych rzeczy wie o swoim przeciwniku. To może zmienić się dopiero wtedy, gdy Astra się otworzy, a jego ludzie odnajdą każdy istniejący szczegół na temat chłopca znikąd.
Póki co Arthur był tutaj sam, grając z Alfredem na ślepo. Nie rozumiejąc jego powodów i nie mając pojęcia, kiedy jego pytania mają głębszy sens, a kiedy są po prostu objawem rozkojarzonego umysłu albo czystej złośliwości.
Popatrzył więc na niego krzywo. Tak z serca. Na usta cisnęły mu się kolejne nieprzyjazne słowa, ale, wyjątkowo, z łatwością je w sobie zdusił i zamilkł na dłuższą, sugestywną chwilę, żeby Alfred wiedział, że nie toleruje tak irytująco rozwlekanej lekcji.
— Alfred... – zaczął z przewrotnym znużeniem, a później odwrócił się i wyjrzał na stworzony przez Alfreda krajobraz. Piasek, cząstka dziwnego morza i ciepło były prawdziwe na swój własny dziwny sposób. Zielone fale pachnące lasem poruszały się w prawidłowy sposób; taki świat wydawał się dziwny jak jakiś szalony sen, w którym zamknięto wszystkich mieszkańców Astry.
— Spróbuj postawić się na moim miejscu i zastanowić, co czułbyś, gdyby wszystko – a przynajmniej coś porównywalnego – przytrafiło się tobie... Gdybym ja ci to zrobił. Gdybym zachowywał się tak, by łamać każdą twoją życiową zasadę. Potem odpowiedz sobie sam na swoje pytania.
Uśmiechnął się do niego uprzejmie.
— Zastanawia mnie jednak, czemu znowu wydajesz się być bardziej zainteresowany mną niż byciem królem Pik. Zupełnie, jakbyś zapominał, że nie jesteśmy tutaj po to, żeby się zaprzyjaźnić – dodał ironicznie. Wiedział, że Alfred może z czystej przekory nie zaprzeczyć takiej głupocie, ale, prawdopodobnie, raczej uśmiechnie się w ten swój dziwny, bezczelny sposób. Ale cóż, może to przynajmniej pomoże mu zarzucić te głupie, płonne dyskusje i przejść do rzeczy.
Arthur naprawdę chciał móc rozesłać już swoich szpiegów.



Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Sob 12 Lis - 0:59:13

- Nie – przyznał Alfred z roztargnieniem. – Raczej nie. – Potarł przy tym brodę, zastanawiając się, co właściwie robi nie tak.
Skupienie, koncentracja raczej nie leżały w jego naturze. Im bardziej próbował to robić, tym mniej mu się to udawało. Wtedy jeszcze bardziej się rozkojarzał (czemu nie ma tego czasownika w wersji niedokonanej, protestuję) i błądził spojrzeniem i myślami po wszystkim, tylko nie tym co trzeba. W pewnym sensie w tej kwestii był beznadziejnym przypadkiem. Ale ponieważ był Alfredem, nie chciał brać tego pod uwagę. W końcu musiało mu wyjść. Mu wychodziło wszystko. A przynajmniej powinno. Zwłaszcza przy Arthurze.
- Wiesz, wbrew pozorom zdarza mi się traktować to poważnie. Czasami. Wiem, że Asra powinna być stabilna, że to podstawa. – Zmarszczył brwi. – Tobie zawsze wszystko przychodziło od ręki? – Zadał kolejne pytanie. Bez cienia ironii, złośliwości czy przytyku. Zadał je z autentyczną ciekawością, gotowy uwierzyć w odpowiedź, jaką da mu Arthur.
Zastanowiło to Alfreda. Czy Arthur był równie mocno nieprzyzwyczajony do porażki? Jak w takim razie czuł się obecnie? A może jednak był pracoholikiem? Nie mógł przecież dojść do tego wszystkiego przez sam talent. Musiał pracować, myśleć, rozciągać sieć. Nawet teraz, Alfred doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Czasami myślał, że mógłby poczuć zaciskającą się na jego gardle pętle, gdyby uważał, że faktycznie może mu się coś stać. Ale nie podejrzewał tego. Był na to zbyt przygotowany.
- Myślę, że byłoby mi ciężko postawić się na twoim miejscu – odparł szczerze Alfred, patrząc na Arthura przeciągle i z cieniem uśmiechu w kącikach ust. – Zazwyczaj nie mam zasad. Żyję impulsem, chwilą i wolnością. Czyli jestem dla ciebie kompletnym przeciwieństwem. Przerwanie moich planów uznałbym, za kolejne zdarzenie, nie proces. Wypadek, coś, co i tak mogło wystąpić. A więc trzeba sobie z tym poradzić. Po prostu. Nie wiem jak to lepiej wytłumaczyć i może nawet cię to nie interesuje. – Alfred roześmiał się lekko. – Ty i ja postrzegamy przeszkody inaczej. To coś, co faktycznie nas dzieli – przyznał po chwili łagodnie.
- Lubię ciekawych ludzi. Łatwiej mi na nich skupić myśli – przyznał Alfred z rozbrajającą szczerością. Przez to ciężko było określić czy mówi prawdę, czy jednak jest to dziwny, pokraczny żart. Nawet jego półuśmiech niewiele zdradzał w tej materii.
Spojrzał za otwór i skupił się na otoczeniu. Odetchnął cicho. Mgła oddechu uniosła się srebrzystym dymem i owinęła wokół jego nadgarstka. Przesunęła się przed dłoń i pod nią. Zatańczyła wokół jego palców. Alfred uformował z dymu małego wróbelka i trzymał go przez chwili w dłoni. Zwiewny, ulotny ptaszek z mgły. Później wyrzucił go przed siebie, w stronę iluzorycznej przestrzeni. Czuł, wypełniającą go od środka magię, która wykręciła jego wnętrzności. Gdy przyzwyczai się do niej a ona do niego, będzie łatwiej. Ale ile jeszcze to zajmie? Ile czasu ma teraz? Parsknął. Obraz na jego oczach zaczął się zmieniać, opornie i bez przekonania, ale skutecznie. Teren zaczął się podnosić, wypiętrzać i spiętrzać. Zatrzęsło światem, który ich otaczał, a naokoło powoli rosły szczyty gór, póki co pokryte miękką zielenią i obrośnięte złocistymi kwiatami akacji z Królestwa Karo. Alfred skierował teraz na nie swoją uwagę i przymknął oczy. Pomyślał o zapachu igliwia. Wspomniał dywan wysokich drzew. Cichy szmer deszczu jak zamknięta w pozytywce melodia. Gdy otworzył oczy, na zewnątrz znowu widać były góry. Te same co uprzednio lub bardzo podobne. Z nieba spadał rzęsisty deszcz, a świat stał się nagle chłodniejszy. Tylko zapach igliwia nadal mieszał się z morską bryzą. Alfred zacisnął usta w wąską linię. Zapomniał o zapachu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Sob 12 Lis - 11:54:11

Arthur spojrzał na Alfreda z niechęcią. Obecnie jedyne, co nie przychodziło mu z łatwością, to rozmowa na jakiekolwiek tematy poza tymi, do których czuł się zobowiązany. Wystarczyło, że musiał ugiąć się i zaakceptować fakt istnienia osoby, która prześcignęła go w wyścigu po koronę. Nie chciał rozmawiać z Alfredem o niczym innym, a ten jego szczerze przyjacielski ton w niczym nie pomagał. Był właściwie irytujący i obraźliwy, bo coś w tej pobłażliwości, w nieruchomym spokoju i zaciekawieniu, sugerowało Arthurowi, że Alfred naprawdę się nim nie przejmuje, że uważa się za lepszego.
A Arthur "nic nie znaczyć" nienawidził najbardziej.
— Zwykle spokojnie przygotowuję się do tego, co mam zrobić. A później mi wychodzi – stwierdził w końcu chłodno i to tylko dlatego, że chciał podkreślić to, że owszem, on nie popełnia wielu pomyłek.
Tylko, że sukces zawsze jest poprzedza długim studiowaniem teorii, rozważaniem wszystkich opcji i dokładnym zaplanowaniem tego, co zrobi. Jeśli jest szansa, że nie wyjdzie mu to za pierwszym razem, to już wcześniej rozważa, jaka, dlaczego i co zrobi w tym wypadku. Arthur uważał, że szczęście jest zbyt zawodne, by pozostawiać mu wpływ na sprawy istotne. Tymczasem Alfred...
— Tymczasem ty rzucasz się w ogień i masz nadzieję, że zdążysz ugasić pożar, zanim cię poparzy. – Popatrzył na niego tajemniczo, zupełnie tak, jakby wyobrażał sobie właśnie płonącego żywcem Alfreda i starał się nie okazywać otwartej przyjemności z tej wizji. Albo po prostu jakby planował wkrótce rozpalić jakiś ogień.
Nie zdziwił się właściwie, gdy Alfred potwierdził jego słowa, choć normalny człowiek by się zawstydził. On jednak był uśmiechnięty jak zawsze i tak bardzo pogodzony ze samym sobą, że Arthur aż poczuł mdłości.
— W tym jednym masz rację. Jesteś moim przeciwieństwem – skrzywił się z niesmakiem, a później odwrócił się od Alfreda. Walczył z tym, że tego głosu naprawdę dobrze się słuchało, a rozmowa aż prosiła się, by ją rozwinąć. Alfred był silnym, niezwykłym człowiekiem – a przy tym szalonym. Arthur nienawidził myśli o tym i nie tylko nie zamierzał się przyznawać, że zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę, ale nie chciał nawet o tym myśleć. W jego głowie Alfred już był martwy i to ze swojej własnej winy.
Gdyby tylko wybrał jakąś inną drogę, gdyby był posłuszny, to może wtedy...
Może wtedy co?
— Więc dla ciebie świat jest tylko zabawką. Ciekawe, co pomyśleliby o tym ludzie, którzy naprawdę wierzą w to, że jesteś zbawicielem – zastanowił się na głos, zanim zdał sobie sprawę, że nie powinien. Przez Alfreda zaczynał mieć mętlik w głowie. Z jednej strony chciał go skrzywdzić, z drugiej strony, rozmowa z nim była irytująco... Irytująco bliska takiej, której Arthur nie mógłby przeprowadzić z nikim innym. Bo nikt inny by go nie zrozumiał.
Nie zamierzał jednak mówić niczego osobistego, więc tylko zacisnął wargi i przeklął w duchu charyzmę chłopaka. To pewnie ona kupiła mu tylu popleczników.
Przespacerował się kawałek, niby spokojny i obojętny na wszystko, co mówił Alfred.
— Nie skupiaj myśli na mnie. Jeśli myślisz, że kiedykolwiek będziemy przyjaciółmi, to możesz się zawieść.
Poczuł znów ożywienie magii Alfreda. Tym razem odniósł wrażenie, że jest bardziej skupiona, niemal niechętna; wyczuł w tym w końcu próbę kontroli nad nią. To nie była już szalejąca na wolności moc, a coś, co zostało zaprzęgnięte do pracy. I wierzgało się jak cholera.
Wkrótce, gdy wyrosły góry, a zmiany złagodniały, Arthur rozejrzał się znowu. Znów poczuł nieprzyjemne ukłucie zazdrości. Dobrze znał te góry, więc od razu dostrzegł, że są tylko tym, co zapamiętał Alfred, podobnym, ale nie identycznym kształtem. Mimo to było lepiej.
Naprawdę dużo lepiej, a on ucieszył się, że nie musi dłużej zagłębiać się w niebezpiecznie osobiste rozmowy ze swoim największym wrogiem.
— Musimy zacząć od podstaw – zadecydował oschle. – Od ksiąg. Czy wiesz o tym, że posiadasz bibliotekę? Pewnie zagubiła się, ale wciąż gdzieś powinna być i zawierać wszystkie książki, których będziesz potrzebował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Sob 12 Lis - 16:45:18

Alfred pozwolił sobie nie dołączać do dziwnego wyobrażenia Arthura, choć bezbłędnie wyczytał je z jego oczu. Uśmiechnął się więc wyrozumiale w odpowiedzi. Zastanowiło go przez chwilę, na ile sposobów zginął już z wyobraźni Arthura. W pewien sposób pewnie był jedynym osobnikiem, który tak dręczył umysł Arthura. Co mu schlebiało, ale może nie do końca chciał pozostawać w stagnacji w tej kwestii.
- Och, nie tylko. Świat ma – dla mnie – wiele odcieni i barw.
Naprawdę przejmował się swoimi ludźmi, ale nie powiedział tego na głos. Arthur mógłby to wykorzystać, a Alfred ze względu na wiele rzeczy chciał to zostawić między nimi. Chociażby dlatego, że chciał mieć uwagę Arthura skupioną na sobie.
- Świat dla mnie jest tym, czego chcę w danej chwili. Na tym polega moja wolność. Każdy dobiera sobie cel, sprawczość, coś, co go motywuje i kształtuje jego rolę. A ja po prostu jestem. Każdego dnia mogę być kimś innym i chcieć czegoś innego. Teraz sam trochę ograniczyłem sobie pole do popisu, ale cóż… Czasami trzeba się poświęcić. – Wyszczerzył się szeroko i rozłożył ręce.
Dokładnie tak ujął swoje przejęcie władzy.
„Poświęcenie.”
- Nie powiedziałbym, że oczekuję od ciebie przyjaźni – przyznał Alfred i nawet nie skłamał. Oczekiwał raczej dzikiego sek… To znaczy. Przygody miłosnej, ale nie był naiwny. Arthur był wystarczająco specyficzny, by Alfred nie wyobrażał sobie ich relacji słodko i pokojowo. Ale inaczej? O, tak.
- Ale możemy lubić ze sobą rozmawiać, to niczego nie musi dla ciebie zmienić, prawda? – spytał retorycznie, patrząc na Arthura kątem oczu, potem zaś skupił się na krajobrazie i pozwolił Kirklandowi odpocząć od tego nagromadzenia delikatnych, ale pozbawionych złej woli przytyków. Mimo to Alfred uśmiechał się lekko do własnych myśli. Był nawet całkiem zadowolony z efektu, choć wiedział, że to dopiero początek. Mimo to wyrastające w krajobrazie góry zdawały się i tak wystarczająco solidne, by uznać to już za pewien postęp.
- Ksiąg? – spytał Alfred w odruchu, by dać sobie czas do namysłu. – Tak, domyślałem się, że gdzieś tu jest biblioteka. Taki zbiór książek jest legendarny nawet wśród mieszkańców Karo. – Zrobił krótką pauzę. – Ale jeszcze jej nie widziałem. Pałac mi jej nie pokazał, do tej pory, a ja nie szukałem. Chcesz powiedzieć, że mam się uczyć… Teorii? – Zabrzmiał trochę jak dziecko, któremu sugeruje się delikatnie zjedzenie surówki, której nienawidzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Sob 12 Lis - 18:28:29

Arthur wykrzywił wargi w pogardliwym, nieszczerym uśmiechu.
— Jeśli tak, to może zechciałbyś być na chwilę pojętym uczniem? – Odwrócił się od Alfreda i przeszedł spacerowym krokiem wzdłuż szerokich otworów, zza których wyzierał widok na skryte w srebrnym deszczu górskie szczyty.
Bez względu na to, czy Alfred wiedział za dużo i próbował go podpuścić, czy wszystko, co mówił o sobie i o wolności było prawdą, Arthur nie zamierzał reagować. Nie uzewnętrzni się przed Alfredem; zwłaszcza nie teraz, kiedy ta lekcja dziwnie zaczęła przypominać tylko pretekst do rozmowy. Zupełnie, jakby Alfred chciał wyciągnąć od niego jakąś informację. Nadal był górą w całej tej rozgrywce, o czym Arthur nie zapominał. Nawet, gdyby bardzo chciał dać omamić się jego charyzmą, urokiem, cudownym uśmiechem i zdrowo błyszczącymi oczami, to nie potrafiłby nawet na sekundę nie myśleć o tym, że to jest człowiek, który tak koszmarnie zniweczył jego plany.
Nie tracił więc czujności. Nawet, kiedy zdawało się, że nie obchodzi go zupełnie nic poza pokazaniu Alfredowi swojej wyższości, to w głowie rozważał jego słowa i, raz za razem, próbował ułożyć z rozsypanej układanki jasny obraz przeciwnika. Bez względu na to, czy Alfred kłamał, czy mówił prawdę, chciał coś osiągnąć swoją pozą.
— Nie – odparł spokojnie. – Już ci raz powiedziałem, że, jeśli szukasz towarzystwa, to znajdziesz je u licznych kurtyzan... Albo, jeśli preferujesz, u mężczyzn, którzy wcześniej służyli tym samym u twojego ojca. Oni chętniej będą udawać, że chcą z tobą rozmawiać.
Ciekawy był, czy po tym Alfred w końcu odpuści i uzna, że "nie" naprawdę oznacza "nie", czy dalej będzie tak samo irytująco rozmowny, ciekawski i przyjacielski, co do tej pory. Arthur nie potrafił już zliczyć, ile razy powiedział mu na różne sposoby, żeby, cóż, dał mu święty spokój. Ani razu nie zadziałało. Jeśli i tym razem dostanie tylko parsknięcie, to będzie jak ostatecznie potwierdzenie, że Alfred naprawdę chce go trzymać blisko siebie i nic go nie powstrzyma. A to z kolei będzie dobra okazja do owinięcia go wokół palca – czego perspektywa nadal Arthura brzydziła, ale był z nią odrobinę bardziej pogodzony.
(Wcale nie dlatego, że boleśnie ciekawiło go, do czego, do cholery, dąży ten głupi chłopak.)
Zirytowany tą ostatnią myślą i świadomością, że owszem, Alfred, chociaż najpewniej okaże się kimś banalnym, jest denerwująco wręcz interesujący i pełen tajemnic, Arthur napuszył się jak agresywna kaczka i postanowił zaatakować swoją ostateczną bronią.
Wiedział, że Alfredowi za nic nie spodoba się perspektywa prawdziwej nauki.
— Cóż, twoja wiedza jest zbyt dziurawa jak na praktykę. Nie wiem, jakie były twoje wcześniejsze doświadczenia, ale, szczypta talentu nie wystarczy w tym przypadku.
Odwrócił się do niego, nieco bardziej zadowolony i wciąż bardzo przy tym nadęty.
— Nie chciałem wspominać o bibliotece, bo obawiałem się, że ty albo ktoś z twojej dzikiej hordy może zrujnować tak cenne zbiory, ale teraz nie mamy wyjścia. Ona musi gdzieś być, więc twoim następnym zadaniem jest ją odszukać.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Sob 12 Lis - 22:26:06

- Ale nie będą ciekawi – stwierdził spokojnie Alfred. – Prawda? Będą mi przytakiwać. Opcjonalnie nie zrozumieją nawet połowy z tego co mówię. Ale z tobą mogę dyskutować, ty, zaprzeczając, dasz mi argumenty. I och, na pewno nie będziesz się ze mną zgadzać, nawet jeśli będzie sądził podobnie. – Alfred uśmiechnął się szeroko. – To chyba duża różnica.
Poza tym Alfreda nie interesowały kobiety ani mężczyźni. Interesował go Arthur. To on go pociągał, może nie zdrowo, ale kto by o to dbał? Raczej nie Alfred. On wiedział już w tamtej chwili, gdy po raz pierwszy go zobaczył, że właśnie o to mu chodziło. Tego potrzebował. Swojego przeciwieństwa i podobieństwa zarazem. Kogoś kto wreszcie będzie mógł go zrozumieć. I do tej pory nie spotkał drugiej takiej osoby. Nawet jego ojciec był ślepy i zawodny, Alfred nawet nie miał cienia żalu czy poczucia winy, że go zabił. Jego ojciec nie zasługiwał na Arthura.
Mina Alfredowi zrzedła dopiero na wieść o teorii i książkach. Nie wątpił, że był w tym jakiś cel Arthura, ale i tak brzmiało to sensownie. Alfred, choć miał ochotę protestować i walczyć jak lew, musiał skapitulować. Westchnął teatralnie.
- Nuda. I nie do końca prawda. Sztywna nauka ogranicza magów, nie korzystają z intuicji, tylko wyuczonych ograniczeń. Przez to zapominają, że tak naprawdę nie ma ograniczeń, są tylko wąskie horyzonty. – Alfred spojrzał przeciągle na Arthura. – Ale ty doskonale o tym wiesz, prawda? To wyrywanie kawałków rzeczywistości nie jest raczej czymś oczywistym. No, chyba, że o tym też poczytałeś. – Alfred wyszczerzył się.
Wolałby jednak, żeby wiele rzeczy, które robi Arthur były jego własnymi pomysłami. Dzięki temu zyskiwał w jego oczach.
- Faktycznie. Zapomniałem, że jestem dzikusem palącym książki, a moi ludzie to analfabeci. No dobrze, może niektórzy z nich… - Alfred się zastanowił. – Ale raczej nie dziko szkoleni magowie. Z tego raczej zdajesz sobie sprawę. – Alfred wbił spojrzenie w Arthura. – Nie ważne, hm, hm. Wiem, jakie masz o mnie mniemanie. Nie musisz zaczynać przemowy. – Machnął niedbale ręką. – Więc mam się bawić z biblioteką w ciuciubabkę? Tu i teraz? Chyba idziesz ze mną, prawda? – Alfred wstał i podszedł do Arthura. Przekrzywił lekko głowę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Nie 13 Lis - 8:53:31

A w tym odcinku powodów, dla których Arthur czuje się urażony: Alfred traktuje go jako faktyczną i cenną pomoc dla swoich własnych myśli i zadań.
Ale nawet on wiedział, że tym razem wściekanie się nie ma większego sensu. Naturalne było to, że Alfred powinien go docenić. Oczywiście, że tylko idiota nie traktowałby Arthura jak cennej opozycji. Każdy półgłówek w takiej sytuacji pytałby o zdanie najbardziej wpływowego człowieka w kraju, tylko, że, do licha, Arthur nie dał nikomu pozwolenia na traktowanie go jak pewnego trybiku w cudzej maszynie. A właśnie w tym momencie odniósł wstrętne wrażenie, że Alfred zaplanował to sobie już dawno temu, a teraz wszyscy tańczą do jego muzyki. Przede wszystkim on.
Nie po to tutaj był. Nie po to istniał, żeby skończyć jako część planu głupiego złotowłosego bękarta, który miał więcej siły i uroku niż rozsądku.
— Nikt nie każe ci dyskutować z nałożnicami o polityce. Ale nie spouchwalaj się ze mną – uciął ostatecznym tonem, który normalnie oznaczałby koniec dyskusji, ale Arthur był pewien, że nie będzie oznaczał absolutnie niczego. Jego słowa jak zwykle mogłyby równie dobrze nie zostać niewypowiedziane. Zastanowił się jedynie z irytacją, czy Alfred jest świadomy, jak bardzo niszczy resztki swoich żałosnych szans za każdym razem, gdy nie szanuje woli Arthura.
Na wszystko przyjdzie czas.
— Większość magów nie żyje po to, żeby zgłębiać horyzonty – odparł, zanim się powstrzymał i zanim pomyślał, że powinien raczej zachować milczenie. W tym temacie jednak nie do końca się z Alfredem nie zgadzał. A skoro, w ramach wyjątku, ich opinie nie były od siebie tak różne jak ogień i woda, Arthur postanowił jednak podjąć temat. On też potrzebował odpoczynku od wiecznego warkotu, dlatego zabrzmiał na nieco spokojniejszego, niż poprzednio. Wciąż emanował niezadowoleniem mniej więcej w takim stężeniu, w jakim słońce emanowało światłem.
— Istnieją za to w konkretnym celu. Żeby być lekarzami, wojskowymi, uczonymi, albo choćby po to, żeby zabawiać ludzi podczas przedstawień. Dlatego trzy z moich czterech szkół szkolą magów solidnych w jednej konkretnej dziedzinie. Zwykle na około stu trafi się jeden, który nadaje się do czegoś większego.
Uśmiechnął się tylko dziwnie i nie skomentował uwagi Alfreda o magii, której używał. Wyrywanie rzeczywistości samej Astrze nie było czymś, co ludzie tego kraju widywali często. Być może nie było czymś, co widzieli kiedykolwiek w swoich życiach, a niektóre z tych żyć potrafiły przecież ciągnąć się bardzo długo.
— Mogę cię zapewnić, że ludzie sami znajdują swoje miejsce w ten czy inny sposób.
Podszedł do jedynej z solidnych ścian, ten, która stykała się z jego komnatami. Później odwrócił się i spojrzał na Alfreda ironicznie.
— Wyglądasz na zdenerwowanego perspektywą, Alfred. Czyżbyś zapomniał, że jesteś teraz królem tego miejsca? – uśmiechnął się nieco gorzko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Nie 13 Lis - 11:10:55

Oczywiście Arthur miał rację. W wielu kwestiach. Także, a może przede wszystkim w tym, że Alfreda nie zrazi żadne ucinanie tematu. Tym bardziej, że już po chwili poruszył kwestię, na którą Arthur mu – mimo wszystko – odpowiedział. Alfred więc promieniał łagodnym uśmiechem, cieniem zadowolenia w oczach i jawnym, bezczelnym czerpaniem przyjemności z tego tak błahego kontaktu, przed którym wzbraniał się Arthur.
- Właśnie – przyznał skwapliwie Alfred. – I chyba to najbardziej odstręcza mnie od ludzi. Większość z nich woli żyć w swoich ograniczeniach, którzy sami sobie nadają, przez to nie sięgają nigdy po więcej. Ty masz jasny cel, ale och! To nie taki drobny cel, to coś większego. I nie boisz się przekraczać przy okazji różnych granic, by po niego sięgnąć. To ciekawe, naprawdę. W końcu niecodziennie słyszy się też o kimś, kto do swojej służby wykorzystuje wróżki. A skoro o tym mowa… - Alfred zerknął na Arthura filuternie, z oczyma, w którym migotały iskierki zaciekawienia. – Co zrobiłeś z tamtą dziewczyną? – spytał spokojnie, wstając z kamiennego wykuszu.
- To nudne. Nudne, nudne, nudne. Ludzie, którzy robią tylko jedną rzecz. – Przewrócił oczyma. – Świat ma o wiele więcej do zaoferowania.
Ale Alfred czuł, że dla niego to za mało, że chce więcej i więcej. Dlatego nie miał celu, dopóki nie spotkał Arthura, dopiero on pozwolił mu jako tako schwycić rzeczywistość w palce. Gdyby nie Arthur, kto wie, może Alfred faktycznie by oszalał? Oderwał się już na stałe od otaczającego go świata i popadł w iluzoryczne majaki wygodniejsze od rzeczywistości?
Alfred spojrzał z zastanowieniem na Arthura.
- Nie wiem. Ja mojego nigdy nie znalazłem. Sam sobie je wyznaczam.
Ale potem i tak wszystko mu się nudzi. Tego jednak nie dodał. Zamiast tego wzruszył ramionami. Parsknął też niecierpliwie.
- Jestem, przecież wiem. Większość miejsc odnajduję bez problemu… - Podszedł do Arthura. – Nie powiesz mi chociaż, jakich książek powinienem szukać?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Nie 13 Lis - 16:12:06

Arthur milczał niczym szanowna dama na swoim własnym pogrzebie. Choć szanowna dama na własnym pogrzebie nie miała raczej, z przyczyn oczywistych, innej opcji, niż milczeć. On zaś dodatkowo przybrał minę uprzejmej obojętności trupa. Ale i tak widać było, że nie puszcza żadnego słowa Alfreda mimo uszu. Obaj byli raczej świadomi tego, że warto słuchać siebie nawzajem. Im więcej się mówi, tym łatwiej o pomyłkę, potknięcie, o słowo za dużo albo może o słowo za mało.
— Opowiedz mi najpierw, skąd o niej wiedziałeś – nakazał po dłuższej chwili i zerknął na Alfreda. Jego ton sugerował, że w zamian powie, co stało się z dziewczyną, ale postanowił tego nie obiecywać. Nie był pewien, czy po usłyszeniu tego, co zaraz usłyszy od Alfreda, nie będzie chciał po prostu odgryźć mu głowy.
Póki co mógł jednak z całą pewnością stwierdzić, że uwaga Alfreda jest równie rozproszona jak promień słońca przepuszczony przez kolorowe szkiełko. W pewnych warunkach to mogłoby być nawet czarujące, ale pewne warunki zdecydowanie nie były obecnymi. Alfred denerwował. Swoimi zaletami i tikami nawet chyba nawet bardziej niż wadami.
Arthur uśmiechnął się z typowym dla siebie arystokratycznym chłodem i czymś jeszcze kryjącym się głęboko w jego oczach. Zawsze, gdy rozmowa schodziła na coś, co uważał za swoją własność albo przynajmniej istotny dla siebie interes, poważniał w sposób tak specyficzny, że w wielu ludziach budził zwyczajny lęk.
Drażnił go sam fakt, że ktokolwiek ma odwagę wspominać o tych, którzy należą do niego.
— To porządek – stwierdził cicho, z widocznym szacunkiem do słowa, które wypowiedział. – Ludzie muszą znać swoje miejsce i umieć poruszać się w jego obrębie. Większość z nich i tak nie nadawałaby się do niczego innego. Bardziej szanuję tych, którzy opanowali do perfekcji bycie sobą, niż kogoś, kto próbuje być kimś, kim nigdy nie będzie.
Potem odwrócił się od ściany i spojrzał na Alfreda oczekując, że ten zaraz dosłownie wyczaruje mu drzwi do innego miejsca. Tym razem w jego spojrzeniu tkwiła sugestia, że myśli o wielu rzeczach naraz i wszystkie one są istotniejsze od obecnej rozmowy. Uśmiechnął się leciutko, dziwnie.
Pomyślał o tym, co właśnie powiedział. Alfred mógł uważać, że jest mu przypisane wiele ról, jakaś absolutna wolność, ale czy to nie oznaczało po prostu, że jest nikim? Ale bycie nikim musiało byś wspaniałym uczuciem.
— Szukaj biblioteki – spojrzał na niego ironicznie – na co jeszcze czekasz? Mam ci szczegółowo wytłumaczyć, co powinieneś zrobić?

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Pon 14 Lis - 0:53:45

Warunki, warunki! Alfred spojrzał przeciągle na Arthura i przekrzywił głowę. Zastanowił się nad tym pytaniem. Raczej nie powinien mówić zbyt wiele o sobie, swojej obsesji i żywym zainteresowaniu Arthurem. Zamiast tego uśmiechnął się przekornie i przymrużył oczy.
- Od dawna wiedziałem, że będziesz kimś istotnym w tym królestwie. Wolałem się przygotować – wyznał spokojnie.
A więc tak, szpiegował go. Ale przynajmniej udał, że miał też inne priorytety, nie tylko tyłek Arthura. I nawet nie kłamał. Od dnia, w którym zobaczył determinację w oczach Arthura, zrozumiał bardzo wiele.
- Ktoś kto jest nikim, może być każdym. Nie ogranicza się własnymi myślami, nie czuje więzów zaciskających się na gardle. Jeśli postanowi być artystą jednego dnia, a drugiego wojownikiem – kto mu zabroni? To ryzyko, ale jeśli ktoś mu podoła, może zrobić znacznie więcej. – Alfred rozłożył ręce i wyszczerzył się szeroko.
Aż ciężko było powiedzieć, czy nadal mówi poważnie. Jednak wiele z tego, co sądził Alfred było prawdą. Wolność była dla niego największą cnotą i darem. Nawet teraz czuł krępujące więzy tatuaży. Mało przyjemne, irytujące, a jednak musiał wytrzymać.
- Nie, chyba dość wyraźnie wyjaśniłeś mi to, co trzeba. Dziękuję, Arthur – dodał jeszcze zupełnie niezobowiązująco.
Zastanowiło go, czy to zirytuje Arthura. Cóż. Dla takich miłych szkopułów warto będzie poszukać tej biblioteki.

Najpierw Alfred trafił do kuchni. Potem do sypialni. Dwa razy do królewskiej toalety z marmuru ze złotym papierem toaletowym – co było dość niepokojące. Wreszcie udało mu się znaleźć odpowiednie miejsce. Tak wydawało mu się przez pierwszą chwilę, potem zauważył przerażonego urzędnika, przepisującego rzędy cyfr i z westchnięciem zatrzasnął drzwi, zanim przerażony, pobladły mężczyzna zdążył cokolwiek z siebie wykrztusić. Nawet lata później Alfred nie umiał zrozumieć jakim cudem trafił do działu księgowego. Przy drugiej wizycie w kuchni ukradł jabłko, od tego całego wyimaginowanego jedzenie Arthura zrobił się głodny. Gdy pomyślał o Arthurze, kolejne drzwi okazały się drzwiami do jego pokoju. Alfred wystawił głowę, rozejrzał się, westchnął, wyszczerzył się i pomachał Arthurowi, po czym bez słowa zniknął za drzwiami.
Po kilku godzinach udało mu się wreszcie zlokalizować właściwe pomieszczenie. Miał niejasne wrażenie, że to złośliwie przed nim uciekało.

Alfred nadal uważał, że biblioteka nie jest najistotniejszą częścią jego życia. Znacznie bardziej wolał praktykę, bo jeśli coś miało mu wyjść, to z empirycznego doświadczenia, a nie z teorii. Teoria usypiała go, blokowała. Ograniczała. Gdy nie znało się granic, można było je swobodnie przekraczać, potem to sam umysł tworzył obostrzenia, których ślepo nauczył się z książki.
Dodatkowo w bibliotece nie było Arthura. Ale to szkopuł, naprawdę. Alfred nie poszedł bowiem od razu do niego. Wcześniej zajął się innymi sprawami. Spotkał się ze swoimi najbliższymi pełnomocnikami, usłyszał raport z sytuacji w mieście. Wysłuchał stanowiska osób, które przyszły uznać jego władzę, licząc zapewne na jakiś zysk. Przedyskutował sprawę Astry z doradcami. Elvin znowu zauważył, że Alfred robi błąd pokładając tyle zaufania w Arthurze.
Alfred odparł, że doskonale zdaje sobie z tego sprawę i uśmiechnął się promiennie.
Alaya, dziewczyna z mocami uzdrowicielskimi na poziomie połowicznej szansy zamordowania kogoś podczas leczenia (Alfred wykorzystywał ją w walce), zauważyła gniewnie, że Arthur i jemu podobni powinni zostać zabici dla przykładu.
Alfred uprzejmie zauważył, że na wojnę domową póki co nie mają teraz czasu.
Ruan, spalony słońcem mieszkaniem pogranicza z Karo, który w trakcie wojny stracił ojca, a matka poszła w jego ślady wraz z chorobą żołnierską, która przeszła plagą przez pas ziemi niczyjej, pokręcił w milczeniu głową, zaznaczając, że choć również ma inną opinię od Alfreda, nie widzi sensu marnować słów.
Alfred zawsze to w nim doceniał.
A skoro już te rzeczy miał za sobą…
Bezceremonialnie otworzył drzwi do komnat Arthura.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Arthur
Śnieżynka
avatar

Liczba postów : 2556
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Pon 14 Lis - 12:15:43

W komnacie było ciemno i chłodno. Pochodnie płonęły w licznych wnękach, burzowe niebo przepływało pod sufitem kłębowiskiem chmur i piorunów, a czasem, pośród powiewów wiatru i szumu odległego lasu, dało się usłyszeć cichy trzepot skrzydeł albo szepty leśnych, niewidzialnych istot.
Ta jedna sala nigdy nie pasowała do stylu Arthura; resztę swoich pokoi utrzymywał w nowoczesnym, wygodnym i eleganckim stylu zdobnych ścian, łuków, kopuł, wysadzanych drogocennymi kamieniami naczyń i przeszywanych złotymi nićmi miękkich poduszek. Tylko tutaj czuło się tętniącą pod powierzchnią rzeczywistości potężną magię, płynącą poprzez ściany, krążącą w każdym pyłku kurzu, zupełnie tak, jakby już od samego wejścia chciał uprzytamniać ludziom, że zawędrowali do komnat maga.
W tym wszystkim zwłaszcza turkusowe, fosforyzujące jeziorko umiejscowione perfekcyjnie w samym centrum pomieszczenia budziło – słuszne zresztą – wrażenie serca kompleksu. Właśnie przy nim siedziała ta sama zwiewna, srebrzysta służka, która ostatnim razem w towarzystwie siostry kilkukrotnie usługiwała im przy śniadaniu. Teraz podniosła głowę, gdy tylko Alfred przekroczył próg i spojrzała na niego wielkimi, oczami, w których odbiła się jaskrawo-błękitna tafla wody. Następnie wstała powoli i ukłoniła się, bezustannie tak samo spokojna i wyprostowana. Jej rozpuszczone włosy zdawały spływać się po jej ramionach jak dwa szarozłote strumienie.
— Wybacz, królu, ale mój pan przyjmuje teraz gościa i będzie zajęty do południa. Kazał mi przekazywać tą informację. – Jej głos był cichy, srebrzysty i tak przyjemny, że zdawał się wibrować w powietrzu.
Podniosła wzrok na Alfreda i zamilkła na chwilę. Nic na jej twarzy nie sugerowało jednak, że zamyśliła się, albo zakłopotała obecnością nowego króla. Po pauzie odezwała się znowu zupełnie tak, jakby wcześniej nie przerywała.
— Zwłaszcza, gdybyś zjawił się ty, królu. – Jako służka powinna zwracać się do Alfreda ze znacznie większym szacunkiem, ale nawet "królu" wypowiadała po prostu tak, jakby zwracała się do kogoś po jego funkcji, a nie po należnym mu tytule.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora http://ardwi.deviantart.com/
Alfred
Dupek
avatar

Liczba postów : 2501
Join date : 17/09/2013

PisanieTemat: Re: Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki   Pon 14 Lis - 22:01:35

Alfred spojrzał w górę, na kłębiące się, ciemne chmury, które zawisły groźnie ponad jego głową. Przekroczył próg i przeszedł kilka kroków, czując muśnięcia chłodnego powietrza na swojej skórze. Dreszcz wspiął się po jego kręgosłupie, drażniąc go w niezrozumiały sposób. Alfred rozejrzał się dookoła, ale nigdzie nie mógł dostrzec Arthura. Zamiast tego zauważył jego służącą, jedną z dwóch, które Arthur przedstawił mu tamtego dnia. Miała długie, miękkie włosy i zamyślone, nieobecne oczy. Była sama, na co Alfred zwrócił mimowolnie uwagę, jednak nie pozwolił myślom odpłynąć w jej stronę. Liczył na spotkanie z Arthurem, po to tu przyszedł. Gdy wstała i usłyszał jej słowa, Alfred zatrzymał się w półmroku, nieopodal oczka wodnego, którego statyczna powierzchnia odbijała błyskające groźnie, iluzoryczne chmury. Uśmiech zastygł na jego twarzy, nadal promienny i szeroki, przygasł za to w jego oczach, które spojrzały dziwnie na dziewczynę.
Nie chodziło o to, jak zwracała się do niego dziewczyna. Nie obchodziła go. Jej magiczna egzystencja była o tyle istotna, o ile mogła powiedzieć mu coś o Arthurze. Poza tym nie dbał o jej zwiewną, obojętną na świat formę. Chciał Arthura.
A Arthur…
- Przepraszam – zaczął spokojnie Alfred, mrugając intensywnie. Jakby nie zrozumiał prostych słów. – Co to znaczy „zwłaszcza mnie”? – spytał retorycznie uśmiechając się szeroko. W geście tym obnażył zęby, białe, idealnie proste.
Uśmiech ten miał w sobie coś z drapieżnika, który z uprzejmym zainteresowaniem, może nawet cieniem rozbawienia przygląda się ofierze. Tylko Alfred się nie śmiał, a uśmiech całkowicie uciekł z jego oczu, pozostawiając je puste i błękitne, jak kawałki barwionego szkła.
Najpierw coś załaskotało go na dnie żołądka. Potem zacisnęło się na nim i skręciło go tak, że Alfred ledwie powstrzymywał się od zirytowanego skrzywienia. Spokojnym spojrzeniem patrzył na służkę jeszcze dłuższą chwilę, po czym stała się dla niego jakby przezroczysta. Jego wzrok spojrzał ponad jej ramieniem. Spokojny, chłodny, zniekształcający szeroki uśmiech w sposób nie do poznania. Alfred spokojnie wyminął dziewczynę i rozejrzał się po pomieszczeniu, które nagle przestało go frapować. Było kolejnym fałszywym, nieciekawym kawałkiem otoczenia, jak wszystko, co istniało wokół Alfreda.
- Gdzie on jest? – spytał cicho, łagodnie, cierpliwie. Wątpił, by dziewczyna go posłuchała, ale to tylko jeszcze bardziej go rozdrażniło
Dziwne uczucie pobudzenia narastało w jego piersi. Nie mógł stać, nie mógł po prostu patrzeć. Musiał iść, ruszać się, krążyć. Podniecenie, złe, zdenerwowane, rozbiło jego radosne myśli, a Alfred chwytał teraz strzępki, które nie przeciekały mu przez palce.
Znaleźć. Zostawić. Pójść. Nie. Zobaczyć. Sprawdzić. A może jednak? Po co. Nie zdradzać się. Nie psuć. A gdyby tak…? Bezczelnie. Zasłużył. Traktuje mnie jak idiotę. Pokazać mu? Po co. Nie chcę wojny, chcę… Szacunku. Szacunku, tak. Zasłużyłem. Arthur tego nie rozumie, ale niech nie rozumie, byleby przestał… Co właściwie? Ach. Tak.
Alfred zacisnął dłoń w pięść.
Wdech i wydech. Pójdę. Ugnę się? Nie, pokażę, że mi nie zależy. A co, jeśli uzna to za przyzwolenie? Na za dużo mu pozwalam. Mają rację. Ale jeśli pokażę mu… Och, zobaczymy.
Alfred nigdy nie myślał nad swoimi decyzjami więcej niż jeden raz.
Kierowany impulsem narodzony ze złości, Alfred otworzył dłonie i rozwarł palce. Skupił się, odetchnął. Myśli nadal miał rozbite, ale krążyły wokół jednego celu. To pomogło. Świat wokół niego zadrżał w posadach. Rozmazał się i zlał na nowo. Przez chwilę przypominał dwa obrazy źle nałożone na siebie. Potem było ich więcej. Trzy. Pięć. Jedenaście. Oddech Alfreda przyspieszał. Woda w oczku zaczęła zmieniać barwę. Grunt pod stopami Alfreda rozlewał się i stapiał.
Jeszcze chwila.
Dłoń Alfreda przeszła przez kamienną ścianę jak przez poranną mgłę. Rzeczywistość wyrwana Astrze przez Arthura skręcała się i wiła w konwulsjach pod naporem siły Alfreda. Jego ciała. Młody król, uzurpator, wkroczył w ścianę jak w zasłonę, która owijała się desperacko naokoło niego, niczego nie mogąc mu zrobić. Wreszcie wychylił się z rozmazanej rzeczywistości w pomieszczeniu, gdzie znajdował się Arthur.
Odetchnął ciężko.
I uśmiechnął się jak kretyn.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Ludzie, baśnie, idioci i głodowe chlebowe ludziki
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 6 z 29Idź do strony : Previous  1 ... 5, 6, 7 ... 17 ... 29  Next
 Similar topics
-
» Nauczyciele fabularni
» Tysiąc reakcji na tysiąc sytuacji
» Kronika rodu Bolton
» Ludzie Baratheonów
» Ludzie Tully'ch

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
 :: Cardverso-ms-
Skocz do: